The Bourne Legacy – Eric Van Lustbader (Dziedzictwo Bourne’a) | recenzje książek

The Bourne Legacy – Eric Van Lustbader (Dziedzictwo Bourne’a)

the bourne legacy

the bourne legacy

Dawno nie czytałem żadnej książki po angielsku. Dawno też nie czytałem takiego chłamu.

Jason’a Bourne’a, najsławniejszego bohatera powieści Roberta Ludluma poznałem dość dawno. Było to chyba jakoś na początku liceum. Przeczytałem wtedy wszystko Roberta Ludluma co znalazłem w domu. Brakowało chyba tylko „Tożsamości Bourna”, która to została komuś pożyczona i nie wróciła.

Bourne’a znam więc z dwóch tomów „Krucjaty Bourne’a” oraz dwóch tomów „Ultimatum Bourne’a”. Pamiętam, że bardzo mi się podobały te kryminały. Najbardziej w pamięci zapadły mi lekcje jakie Bourne dawał swojej bodajże żonie odnośnie „nie rzucania się w oczy” oraz armię starców Bourne’a.

Moją następną stycznością z Bourne’em były filmy z Matt’em Damon’em w roli głównej, które bardzo mi się podobały. Spodobały mi się aż tak, że gdy wymyśliłem sobie żeby przeczytać jakąś książkę po angielsku to padło na kontynuację przygód Bourne’a.

Niestety autor już nie jest już ten sam. W 2001 roku Robert Ludlum zmarł, a za „oficjalną” kontynuację serii odpowiedzialny jest Eric Van Lustbader.

No i tak wylądowałem z „The Bourne Legacy” („Dziedzictwo Bourne’a”) w ręku. Otworzyłem, łyknąłem kilka stron i załamka. Totalna załamka. Akcja rodem z serialu klasy B. Koleś strzela harpunem z przyczepioną liną z dachu wieżowca w ciężarówkę. Po czym wpina się uprzężą w ta linę i super wzmocnionym butami przebija się przez opancerzoną szybę. Normalnie agent 007.

No i odłożyłem książkę na bok. I tak sobie leżała, czekając aż mnie najdzie.

Naszło mnie gdy chodziłem na rehabilitację. I chyba dzięki temu dałem radę ją przeczytać. Przez 30 minut pola magnetycznego nie byłem w stanie przeczytać tyle żeby się tym zmęczyć. I tak dzień po dniu udało mi się przeczytać jakąś połowę książki. Jak już tak daleko zabrnąłem to stwierdziłem, że wezmę i dokończę książkę na wakacjach. No i się udało. Dałem radę dobrnąć do końca.

Po powrocie z wakacji zauważyłem „Dziedzictwo Bournea” w empiku na półce i stwierdziłem że przeczytam co jest napisane na okładce. I tak dowiedziałem się, że książkę napisał Eric Van Lustbader na podstawie notatek Roberta Ludluma. Coś mi się jednak wydaje, że dodał dużo od siebie. Bo naprawdę przygód legendarnego Jason’a Bourne’a to to nie przypomina. Ktoś dobrze napisał w recenzji na merlinie: „ta książka nie powinna była się pojawić”.

Zaciekawiony losami filmowych dziejów Bourne’a natknąłem się na informację o tym, że zaczęto prace nad kolejną częścią o tytule „The Bourne Legacy”. Na szczęście scenariusz nie ma być oparty na książce o tym samym tytule. To chyba o czymś świadczy.

Ja osobiście nie polecam, choćbyście nie wiem jak tęsknili za Jason’em Bourne’em.

Podczas urlopu udało mi się przeczytać jeszcze dwie książki, z których jedna była w moim mniemaniu o niebo lepsza, a druga też nie nie była zła, ale o tym wkrótce.


About dobra książka

Jeżeli mnie znasz i chciałbyś pożyczyć, którąś z książek o których napisałem posta to odezwij się. Jeżeli masz jakieś książki których chciałbyś się pozbyć lub chciałbyś żebym przeczytał jakąś książkę i tu o niej napisał to napisz do mnie: tentam tychtam.pl

26. września 2010 by dobra książka
Categories:
sensacja | Tags: , , , , , , | Leave a comment

Leave a Reply

Required fields are marked *


Spam protection by WP Captcha-Free